Tradycja powstania styczniowego w działalności żołnierzy Armii Krajowej

Dzisiaj – 22 stycznia – przypada 159. rocznica wybuchu powstania styczniowego, powstania narodowego przeciwko Imperium Rosyjskiemu. Ten wielki zryw i walka o odzyskanie przez Polskę niepodległości na wiele lat stał się punktem odniesienia dla kolejnych pokoleń Polaków. Dlatego warto przypomnieć, jak zapatrywali się na to ważne wydarzenie spadkobiercy powstańców – żołnierze Armii Krajowej.

Powstanie styczniowe 1863–1864 było niezwykle żywo wspominane w okresie dwudziestolecia międzywojennego. Po 1918 r., podczas odbudowy Polski, żyjący wówczas powstańcy styczniowi (a także ostatni powstańcy listopadowi i uczestnicy Wiosny Ludów) nazywani byli „żywymi pomnikami historii”. Obok nich funkcjonowali już weterani kolejnych konfliktów zbrojnych – I wojny światowej i walk o utrwalenie granic Polski w latach 1919–1921. W otoczeniu kombatantów dorastało pokolenie Kolumbów (roczniki lat dwudziestych XX w.), któremu przyszło walczyć podczas II wojny światowej. Kultywowana mocno przez dwa dziesięciolecia tradycja irredenty przyniosła niezwykły owoc w postaci setek tysięcy młodych ludzi, którzy w szeregach armii Polskiego Państwa Podziemnego podjęli się kolejny raz służby dla odzyskania przez Polskę niepodległości.

W gronie żołnierzy Związku Walki Zbrojnej, a potem Armii Krajowej w naturalny sposób znaleźli się potomkowie powstańców styczniowych – ich wnuki i prawnuki. Tylko w działających w 1943 r. Zgrupowaniach Partyzanckich AK „Ponury” można doszukać się kilku osób bezpośrednio spokrewnionych z powstańcami. Wśród nich byli st. strz. Aleksander Jastrzębski „Allan” (żołnierz I Zgrupowania), strz. Zygmunt Molendziński „Suchy” (żołnierz II Zgrupowania), ppor. Karol Niedzielski „Dobosz” (kwatermistrz II Zgrupowania), ppor. cc. Rafał Niedzielski „Mocny” (dowódca 1 plutonu II Zgrupowania) oraz wnuki zesłańca na Syberię – kpr. pchor. Władysław Wasilewski „Oset” (dowódca 1 plutonu III Zgrupowania) i jego siostra Józefa Wasilewska „Poranek” (łączniczka dowódcy Zgrupowań).

Żołnierze – partyzanci przyjmowali również pseudonimy na cześć swych przodków. Dla przykładu można podać plut. Władysława Jerzego Hajdenrajcha „Kruka” (zastępca dowódcy Wydzielonego Oddziału Ochrony Radiostacji). Pierwowzorem jego pseudonimu był Michał Jan Heydenreich (Heidenreich) „Kruk” – podpułkownik armii carskiej i polski generał walczący w powstaniu styczniowym.

Ponadto dowodzona przez por. cc. Jana Piwnika „Ponurego” jednostka walczyła na terenie, na którym dokładnie 80 lat wcześniej bytowali powstańcy styczniowi. Opodal uroczyska Wykus (wzgórze 326 w Lasach Siekierzyńskich) znajduje się Polana Langiewicza związana z kultem powstania. W Wąchocku, leżącym 10 km na północ od Wykusu w styczniu 1863 r. sformowany został korpus gen. Mariana Langiewicza. Tam istniała tzw. „republika wąchocka”. W Bodzentynie, po południowej stronie kompleksu leśnego rozegrała się jedna z bitew „nocy styczniowej”, po której powstańcy wycofali się przez Wykus do Wąchocka, łącząc się z partią Langiewicza. Na tym terenie operowały także oddziały innych legendarnych dowódców – Dionizego Czachowskiego, Zygmunta Chmieleńskiego, braci Ignacego i Jana Dawidowiczów. Wreszcie tamtędy po zwycięskiej bitwie pod Iłżą powracał oddział Karola Kality „Rębajły”.

Znakomite warunki w leśnych ostępach były wykorzystywane przez kolejne pokolenia Polaków zmuszonych do trwania w lesie. Nie były to jednostkowe, ani przypadkowe działania. Podobną rolę spełniło obozowisko w Lasach Cisowskich koło Daleszyc, gdzie w 1943 r. zorganizował swój obóz Oddział Dywersji Wojskowej „Wybranieccy” ppor. Mariana Sołtysiaka „Barabasza”, bezpośrednio podległy Kierownictwu Dywersji „Kedywowi” Obwodu AK Kielce. Biwak znajdował się w trudno dostępnej części lasu. Te same ostępy leśne 80 lat wcześniej służyły jako schronienie dla powstańców styczniowych.

Walczących w latach 1863–1864 i 1939–1945 łączyły również wojenne nekropolie. Podczas II wojny światowej mogiły powstańców styczniowych niejednokrotnie były miejscami symbolicznymi dla oddziałów partyzanckich AK. Były miejscem kryjówek sprzętu, skrzynkami kontaktowymi. Zdarzył się również przypadek, że taki grób faktycznie połączył uczestników obu konfliktów. W walce z Niemcami 28 listopada 1943 r. w Nowej Słupi zginęli ppor. Jan Kosiński „Inspektor Jacek” (dowódca Wydzielonego Oddziału Ochrony Radiostacji) i jego podkomendny sierż. Kazimierz Rybczyński „Sokół”. Pochowani zostali nocą w mogile powstańców styczniowych na cmentarzu parafialnym w Słupi Nowej, gdzie spoczywają do dzisiaj.

Także bezpośrednio podczas walk odwoływano się do „nocy styczniowej”. Doskonałym przykładem nastrojów żołnierzy AK była postawa ppor. Władysława Czerwonki „Jurka” (w 1944 r. dowódca 1 kompanii I batalionu 2 Pułku Piechoty Legionów AK dowodzonego przez por./mjr. cc. Eugeniusza Kaszyńskiego „Nurta”), który dowodził swoim oddziałem podczas dużej partyzanckiej potyczki pod Chotowem 30 października 1944 r. Po latach opowiedział o tym zdarzeniu swemu synowi, który tak je odtworzył: „kiedy w czasie heroicznego odwrotu po fiasku akcji »Burza« rozpaczliwie walczyli o przetrwanie na obszarze pomiędzy cofającym się frontem a niemieckim zapleczem, Tata opowiadał mi jak w najgorszych chwilach ku pokrzepieniu przypominał sobie jak w czasie różnych państwowych uroczystości wielkim szacunkiem i atencją otaczani byli żyjący powstańcy styczniowi. Z jaką dumą nosili swoje mundury i swoją starość, i że On kiedyś też tak będzie traktowany. To właśnie to wyobrażenie pozwoliło mu [w bitwie] pod Chotowem wstać i pod gradem kul podnieść odział do decydującego starcia wołając »Chłopcy, czyj jest las?!!!«”.

Z perspektywy lat doskonale wiadomo, jak wyglądało uznanie dla bojowych zasług żołnierzy AK w okresie stalinowskim w Polsce pod rządami komunistów. Dopiero wydarzenia października 1956 r. przyniosły pozorne zmiany w nastawieniu do środowisk związanych ideowo z II Rzeczpospolitą. Pomimo „odwilży”, władze PRL nieprzerwanie obawiały się dużej grupy społeczeństwa związanego z AK i jej etosem. Rozbudzona aktywność i entuzjazm weteranów tylko spotęgowały po stronie władzy stan zagrożenia. Pomimo tego, w takich warunkach jesienią 1957 r. zorganizowało się Środowisko Świętokrzyskich Zgrupowań Partyzanckich Armii Krajowej „Ponury”–„Nurt”. W jego skład weszli weterani dwóch jednostek działających w 1943 i 1944 r. pod rozkazami wspomnianych już por. cc. Jana Piwnika „Ponurego” i por./mjr. cc. Eugeniusza Kaszyńskiego „Nurta”).

Pokolenie wychowane w latach 1918–1939 w duchu tradycji powstania styczniowego i kulcie marszałka Józefa Piłsudskiego, uczone zasad demokracji i praworządności nie było po 1945 r. skore do przyjęcia nowego systemu społecznego skonstruowanego na wzór sowiecki. W kręgach poakowskich odżyły skrywane w okresie stalinowskim silne tendencje niepodległościowe (według komunistycznej władzy – „rewizjonistyczne”). Nastroje te uwidaczniały się podczas coraz liczniej organizowanych zjazdów i spotkań o charakterze rocznicowym. Wówczas jeszcze niewielu kombatantów zdawało sobie sprawę, że ich najważniejszym zadaniem będzie rola strażników i kustoszów pamięci narodowej. Jak zauważył Janusz Marszalec, „dziwne było to zadanie dla młodzieży, która w 1945 r. właśnie dopiero wchodziła w dorosłe życie”. Obowiązkiem tych, którzy przeżyli, stało się utrwalanie pamięci o Polskim Państwie Podziemnym. Pomimo tego, że wszystkie podejmowane inicjatywy musiały mieścić się w ramach wyznaczonych przez władze, przyrost kolejnych prób był lawinowy. Patrząc szerzej na to zjawisko widać od razu, że każdy z realizowanych projektów miał w swojej wymowie nawiązanie do wyczekiwanej przez Polskę niepodległości.

Po powstaniu Środowiska „Ponury”–„Nurt”, dopiero od końca lat sześćdziesiątych XX w. zaczęto regularnie spotykać się na Wykusie. W 1968 r. po premierze reportażu historycznego Pozdrówcie Góry Świętokrzyskie, autorstwa Cezarego Chlebowskiego odnaleziony został bojowy sztandar Zgrupowań Partyzanckich AK „Ponury”. Aż do 1978 r. zdeponowany był na plebanii w Nowej Słupi, w prywatnym muzeum ks. ppłk. Walentego Ślusarczyka, regionalisty i muzealnika amatora.

Proboszcz parafii pw. św. Wawrzyńca nazywany był „kustoszem Gór Świętokrzyskich”. Przez całe życie gromadził pamiątki i dokumenty po powstaniach narodowych i wojnach XIX i XX w. na Kielecczyźnie. W jego zbiorach znalazły się unikatowe oryginalne sztandary, broń, umundurowanie, odznaczenia, a także korespondencja wojennych dowódców i o wiele starsza – władców Polski. W latach PRL uchronił pamięć o dziewiętnastowiecznych zrywach od zatracenia. Podjął także stałą współpracę ze Środowiskiem „Ponury”–„Nurt”, do akowskich uroczystości dodając zawsze patriotyczne elementy nawiązujące do lat walk narodowowyzwoleńczych, m.in. płomienne homilie podczas kombatanckich mszy świętych. W następnych latach widoczny był wyraźny wpływ ks. W. Ślusarczyka na aktywność kombatanckiego środowiska, a co za tym idzie – także zwrócenie większej uwagi na dokonania poprzedników w walkach o niepodległość.

Jeszcze w trakcie stanu wojennego, pod koniec 1982 r., podjęta została jedna z ważniejszych inicjatyw świętokrzyskich kombatantów AK. Jeden z liderów Środowiska „Ponury”–„Nurt” ppor. cz.w. Zdzisław Rachtan „Halny” (w 1943 r. żołnierz 2 plutonu I Zgrupowania; w 1944 r. dowódca drużyny w 3 kompanii I batalionu 2 pp Leg. AK) przedstawił prezesowi Polskiej Akademii Nauk prof. Aleksandrowi Gieysztorowi i prezesowi Polskiego Towarzystwa Historycznego prof. Andrzejowi Zahorskiemu pomysł zorganizowania sesji popularnonaukowej, której tematem przewodnim miały być „walki powstańcze na Kielecczyźnie 1863–1943/44”. Za organizację sesji odpowiadał doc. Zdzisław Witebski „Poraj” (zastępca dowódcy 3 kompanii I batalionu 2 pp Leg. AK), wówczas wicedyrektor Instytutu Budownictwa, Mechanizacji i Elektryfikacji Rolnictwa w Warszawie. Współorganizatorami sesji były Zarząd Główny PTH i Towarzystwo Przyjaciół Starachowic. Spotkanie naukowe odbyło się 11 czerwca 1983 r. w Klubie Międzynarodowej Prasy i Książki w Starachowicach podczas corocznej „koncentracji” (zjazdu) Środowiska. Wzięło w nim udział około 200 uczestników z całego kraju, a także przedstawiciele miejscowych władz administracyjnych. Prelegentami byli prof. Tadeusz Jędruszczak z Instytutu Historii PAN  (referat: „Działania partyzanckie w polskiej myśli wojskowej XIX–XX wieku”), doc. Adam Massalski z Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Kielcach  (referat: „Kampania Langiewicza w 1863 roku”) oraz dr Cezary Chlebowski (referat: „Zgrupowanie »Ponurego« jako kontynuacja działań powstańczych Langiewicza”). Jednocześnie z sesją prezentowana była wystawa pamiątek po powstaniu styczniowym i oddziałach AK w Górach Świętokrzyskich.

Poza konferencją, w 1983 r. nakładem Środowiska „Ponury”–„Nurt” został wybity okazjonalny medal poświęcony 120. rocznicy powstania styczniowego i 40. rocznicy powstania Zgrupowań Partyzanckich AK „Ponury”. Jego projektantem był artysta rzeźbiarz Andrzej Kasten „Zulejka” (żołnierz I Zgrupowania). Plakiety (w trzech wersjach) wykonane zostały w zakładzie grawerskim Teodora Kaweckiego w Gdyni.

Dwa lata później podczas koncentracji 15 czerwca 1985 r., w 122. rocznicę powstania styczniowego, staraniem Środowiska „Ponury”–„Nurt” na Polanie Langiewicza w Lasach Siekierzyńskich został odsłonięty i poświęcony pomnik. Na pamiątkowym głazie widnieje tablica z wymowną inskrypcją: „ufundowali kontynuatorzy tradycji walk wyzwoleńczych”. W wydarzeniu tym wzięło udział około 3000 osób przybyłych z całej Polski.

Pisząc o tradycjach powstania styczniowego, nie można zapomnieć o powtórnym pogrzebie por. cc. Jana Piwnika „Ponurego”, który odbył się w dniach 10–12 czerwca 1988 r. W uroczystościach wzięło udział ponad 30 000 osób [sic!], co skrupulatnie odnotowała w swoich meldunkach Służba Bezpieczeństwa. Trzydniową manifestację bez trudu można porównać do patriotycznych pogrzebów sprzed powstania styczniowego na początku lat sześćdziesiątych XIX w. Była to prawdopodobnie jedna z nielicznych w okresie PRL okazja do swobodnego, pokojowego, bezpiecznego i otwartego zamanifestowania przekonań i postaw, jakie reprezentowali przybyli do Wąchocka przedstawiciele opozycji demokratycznej.

Wspomniane uroczystości pogrzebowe pokazały jeszcze jeden ważny szczegół. Były „kalką” wydarzeń z okresu międzywojennego. Wokół już sędziwych weteranów II wojny światowej skupiła się duża grupa młodzieży harcerskiej. Z podobną atencją odnosili się do akowców, jak ci przed laty traktowali powstańców styczniowych. Widząc to, już w czerwcu 1981 r. weterani Armii Krajowej apelowali: „niech nasi coraz liczniej nam towarzyszący w spotkaniach synowie i wnukowie, widzą w nas kontynuatorów tamtej legendy”.

Historia zatoczyła koło. Po przemianach ustrojowych w Polsce w latach 1989/1990 trwa dalej. Najlepszym tego dowodem była 150. rocznica wybuchu powstania styczniowego, obchodzona w 2013 r. Również omawiane środowisko weteranów – choć już uszczuplone o autentycznych żołnierzy – pamiętało o ich poprzednikach. Zmieniła się tylko formuła. W dobie PRL walczono o symbolikę wolnej i niepodległej Polski za pomocą patriotycznych uroczystości, fundowanych pomników i tablic pamiątkowych, wygłaszania odczytów i wydawania publikacji o charakterze wspomnieniowym i monograficznym dotyczącym powstania styczniowego. Przypominano w ten zawoalowany sposób o nadziejach weteranów AK na wolną ojczyznę. Obecnie zaś można bezpośrednio, bez podtekstów czcić i wspominać bohaterów zarówno „nocy styczniowej” 1863–1864, jak i bohaterów Polskiego Państwa Podziemnego z lat 1939–1945.

***

Pierwotna publikacja: Marek Jedynak, Tradycja powstania styczniowego w działalności żołnierzy AK „Ponurego” i „Nurta”, „Biuletyn Informacyjny Studium Polski Podziemnej” [Londyn] 2018, nr 13, s. 7–11.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *